|
Są filmy, które tygodniami zajmują topowe miejsca list najchętniej oglądanych produkcji. Są filmy, których twórcy wydają i zarabiają miliony funtów, euro, dolarów. Są filmy, na których premiery zaprasza się znanych, pięknych i bogatych, a ci, którzy chcą kupić bilety na pierwsze projekcje rozbijają namioty pod kasami, a w czasie takiego koczowania żywią się zupkami chińskimi spod Kościerzyny. Są filmy, których producenci (bezskutecznie) dwoją się i troją, aby ich dzieła nie wpadły zbyt prędko w łapska piratów. Są filmy, których rzesze wielbicieli po obejrzeniu ich dwa razy zakładają fankluby, organizują zloty, przybierają nicki takie, jakie imiona mieli główni bohaterowie. Są filmy, po obejrzeniu których ludzie w kinie biją brawo projektorowi i pytają się „Kiedy następna część?”.
Ta strona o TAKICH filmach NIE JEST! 
„Nasze” filmy należą do klasy B i to powinno wystarczyć za komentarz... No skoro się upieracie - wyjaśnię: Filmy, o których jest ta strona, to nie superprodukcje, to nie kasowe hity, to zdecydowanie nie arcydzieła kinematografii, to nie wylęgarnie aktorskich (i nie tylko) talentów. Po pięciu minutach oglądania „naszych” filmów zaczyna Cię wszystko boleć, co piętnaście minut wznosisz okrzyk ku niebiosom o rychłe zejście, a po wyjściu do kuchni po kolejne piwo, zapytanie „Czy coś mnie ominęło?” traktowane jest jak dowcip roku.
MIŁEGO OGLĄDANIA!
|